czwartek, 29 grudnia 2011

Komercjalizacja świąt


Pierwsze dekoracje w sklepach - czy to z zajączkami i święconką w tle, czy to z choinkami ubranymi w bombki - pojawiają się na dobrych kilka tygodni wcześniej. Wszystko to sprawia, że święta tracą na znaczeniu, a w obliczu przedłużanej w nieskończoność "atmosfery świątecznej" te parę dni spędzonych z rodziną wydaje się namiastką świąt, które dawniej bywały. Kiedyś święta scalały rodzinę, dawały jej ukojenie i oddech od codzienności, gospodyni z gronem młodszych domowników uwijała się przy garnkach, a po domach roznosiła się woń pieczonych mazurków, bab i innych świątecznych wspaniałości. To zjawisko zauważyli wszyscy znawcy tematu, nauczyciele, socjologowie kultury i psychologowie.
Jedno z pytań niedawno przeprowadzonej ankiety internetowej brzmiało: "Co najbardziej cenisz w świętach obchodzonych w tradycji chrześcijańskiej?" Prawie co czwarty internauta - na ponad 1,7 tys. wszystkich - odpowiedział, że "nie lubi świąt" i niczego dobrego nie spodziewa się i po Wielkanocy, poza "nudą przy stole" i "piekleniem się starszej, co zrobić, żeby urządzić święta z niczego". Prawie wszyscy ankietowani (91 proc.) zwrócili uwagę na zjawisko widoczne gołym okiem na ulicach, w sklepach, domach handlowych, a mianowicie, komercjalizację świąt.

"Gdy tylko widzę na ulicy pierwsze świąteczne dekoracje, chce mi się wyć - wyznaje dwudziestoletnia Anna, studentka polonistyki na UW.
- Święta są dla mnie jakimś zbiorowym szaleństwem. Przed finałową kolacją w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia czy śniadaniem po rezurekcji mam wszystkiego dosyć, najchętniej zostawiłabym całe to towarzystwo przy stole i poszła na randkę z narzeczonym - napisała Ewa, studenta pierwszego roku warszawskiej ASP."


Zdaniem socjolog z Uniwersytetu Śląskiego Weroniki Ślęzak-Tazbir, komercjalizacja świąt - światła, wystrój, granie kolęd czy piosenek świątecznych - ma jednak swoje dobre strony. - Dzięki niej w centrach handlowych i miejscach publicznych budowana jest specyficzna atmosfera, która powoduje, że jesteśmy bardziej odświętnie nastawieni i lepsi dla siebie nawzajem, przynajmniej w tym okresie. Widać to nawet w handlu - kupowanie odbywa się w zdecydowanie milszej atmosferze - ocenia. Badania przeprowadzone w przeszłości wykazały, że w takiej przedświątecznej atmosferze ludzie są bardziej skłonni do udzielania pomocy podczas różnych charytatywnych akcji. - Nie ulega też wątpliwości, że dzięki komercjalizacji świąt rozwija się gospodarka - ludzie mają pracę i zarabiają na tym wszyscy, zarówno przedsiębiorcy prywatni, jak i państwo - twierdzi Ślęzak-Tazbir.
To co kiedyś robiło się z naturalnej potrzeby serca dla spotkania z bliskimi przy wspólnym stole i na przygotowanie czego było dużo spokojnego czasu, dziś nas zniewala. Musimy w szybkim tempie skonsumować obowiązkowy rytuał.

Jeden z internautów pisze, że go już to  nie dotyczy. Zrywa ze świąteczną tradycją i od teraz będzie dawał prezenty komu i kiedy będzie chciał, z rodziną i przyjaciółmi spotykał się wtedy, kiedy wszyscy będą mieli na to czas i ochotę. A specjalne święta urządzi sobie w czerwcu, bo bardzo lubi ten miesiąc.

Może to całkiem dobry pomysł?
Życzę zatem wszystkim świątecznej wolności, odpoczynku i prawdziwej radości z przeżywania tego czasu z bliskimi : )

Źródła:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz