poniedziałek, 9 stycznia 2012

Zmierzyć szczęście

Hotelarz Chip Conley przedstawia swoje poszukiwania na temat modelu biznesu bazującego na poczuciu szczęścia. Conley pokazuje, że 
Każdy z nas w miejscu pracy ma te same potrzeby. Zamienił 5-stopniową piramidę Maslowa w tzw. piramidę przekształcenia, czyli przetrwanie, sukces, przekształcenie, co jest podstawą nie tylko w biznesie, ale w codziennym życiu każdego człowieka. Autor postawił pytanie, jak traktowani są pracownicy w korporacjach, jak zarządzający odnoszą się do ich wyższych potrzeb oraz do wyższych potrzeb swoich klientów? Pokazał, że poczucie sensownej pracy u pracowników i poczucie więzi emocjonalnej u klientów, można stworzyć odnosząc się do ich najwyższych potrzeb, budując poczucie sensu pracy i wiarę w misję firmy. Conley uważa, że istotne w tej kwestii jest skłonienie liderów do cenienia rzeczy niematerialnych, ponieważ skupiając się na tym co mierzalne i namacalne, tracą to co jest na szczycie piramidy. Autor stworzył równanie, które nazwał "równaniem emocjonalnym", które przedstawia, że poczucie szczęście jest równe stosunkowi pragnienia tego co się ma i wdzięczności za to co się ma do spełniania zachcianek, czyli zaspokojenia potrzeb. Gonienie za swoimi pragnieniami, powoduje, że ciągle odczuwamy brak tego co nie jest nam w danej chwili dostępne, zamiast bycia wdzięcznym, za to co się ma. Pogoń za szczęściem, jako przedmiotem/ wieloma przedmiotami, który trzeba zdobyć, oddala nas od prawdziwego szczęścia. Conley zauważa, że liderzy biznesu i inwestorzy często nie widzą związku między tworzeniem nienamacalnego szczęścia pracowników, a tworzeniem namacalnych zysków. Twierdzi, że nie ma potrzeby wybierać między zmotywowanymi pracownikami a dużymi dochodami. Można miec jedno i drugie, ponieważ to własnie zmotywowani pracownicy często tworzą duży dochód. Conley czerpie swoje refleksje m.in. z obserwacji swojej długoletniej pracownicy i spotkania z buddyjskim królem, którzy nauczyli go, że sukces pochodzi z tego co się liczy.

Źródło:

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Ignorancja i nierówności społeczne

Żyjemy w czasach, w których dużo mówi się o wolności, równouprawnieniu, a tymczasem znaczna część społeczeństwa czuje się jak Żydzi w nazistowskich Niemczech podczas II wojny światowej. Dlaczego tak jest? Dlaczego niektórzy uważają się za lepszych i bardziej uprzywilejowanych, tylko dlatego że mają inny kolor skóry? Dlaczego traktujemy innych gorzej lub przyzwalamy na takie traktowanie choć wewnętrznie nie zgadzamy się z nim i samy nie chcielibyśmy być tak traktowani? Czy możemy to zmienić? Czy możemy to zrobić w pojedynkę? Polecam obejrzenie poruszającego do głębi dokumentu "Niebieskoocy", który przedstawia historię amerykańskiej nauczycielki Jane Elliot, która przeprowadziła w 1995 roku doświadczenie, mające na celu uzmysłowienie ludziom istoty rasizmu.

Film:
http://www.youtube.com/watch?v=IOOCQ_C7pKk&feature=related

niedziela, 1 stycznia 2012

Animaloterapia

Animaloterapia to metoda wspomagania terapii i edukacji przy udziale odpowiednio przygotowanych zwierząt jest metodą nowatorską i wciąż będącą obiektem badań. Animaloterapia to jedna z form wspomagania rozwoju, terapii, rehabilitacji, przy udziale odpowiednio wyselekcjowanego zwierzęcia (pies, kot, koń, lama, świnka morka itd.) . Spotkania ze zwierzęciem w żadnym przypadku nie mogą być jedynym rodzajem oddziaływań terapeutycznych, mogą jedynie stanowić uzupełnienie kompleksowej rahabilitacji (fizycznej, psychicznej, społecznej) pacjenta.
Co dają zwierzęta w życiu człowieka?
  • Wnoszą radość i uśmiech do życia codziennego.
  • Dają człowiekowi zajęcie.
  • Są tematem do rozmowy, nawiązania znajomości,
  • Pozwalają myśleć o czymś innym niż własna osoba, wiek, choroba.
  • Poprawiają komunikację.
  • Podnoszą ogólne morale.
  • Stymulują ruch i aktywność.
  • Podwyższają pewność siebie, dają sens do życia.
  • Pomagają zdobyć nowych przyjaciół.
  •  Pomagają łagodniej przejść przez samotność, chorobę i depresję.
  • Zmniejszają poziom stresu.
  • Obniżają ciśnienie i poziom trójglicerydów we krwi.
  • Pozwalają utworzyć jedyną i niepowtarzalna więź : człowiek - zwierzę.

W tym nurcie stosuje się również terapię kontaktową. Określenie „terapia kontaktowa” zaproponowali jako pierwsi Sławomir i Elwira Ziobro – twórcy Stowarzyszenia Terapii Kontaktowej w Koszalinie, a prekursorką dogoterapii w Polsce i twórczynią samego terminu jest Maria Czerwińska, założycielka Fundacji Przyjaźni Ludzi i Zwierząt CZE-NE-KA.
Terapia kontaktowa to sposób nawiązania kontaktu z pacjentem. Nie ulega wątpliwości, że my ludzie jesteśmy zwierzętami społecznymi. Niestety coraz bardziej odciętymi od osobników tego samego gatunku. Żyjemy w izolacji, w świecie uformowanym przez współczesną cywilizację. Niezaspokojona potrzeba kontaktu, z której być może nawet nie zdajemy sobie sprawy, rodzi coraz więcej patologii. Należą one zarówno do sfery społecznej, psychicznej jak i fizycznej. Zaobserwowano, ze zwierzęta społeczne, a tym bardziej wychowane wśród ludzi, takie jak psy czy konie, spontanicznie nawiązują kontakt z człowiekiem, oczywiście nie dzieląc ludzi wg ludzkich norm. I odwrotnie! Ludziom często dużo łatwiej jest wejść w relacje ze zwierzęciem niż przedstawicielem własnego gatunku.
Stąd pomysł na różnego typu terapie z udziałem zwierząt, ich dużą popularność i skuteczność. Ułatwiają kontakt z pacjentem, zwiększają jego motywacje do działania. Już samo spontaniczne zachowanie zwierząt ma moc budzenia tłumionych uczuć. Do tego, za sprawą odpowiedniej tresury zwierzęcia można stworzyć cała gamę programów terapeutycznych.

Źródła:

czwartek, 29 grudnia 2011

Paradoks wyboru


W swoim wystąpieniu ( The Paradox of Choice ) „Paradoks wyboru - Dlaczego więcej znaczy mniej”  Barry Schwartz udowadnia, że większy wybór towarów o podobnych właściwościach, przyczynia się do większych trudności przy podejmowaniu decyzji, a tym samym wywołuje większy stres wśród konsumentów. W ocenie Schwartz'a, wybór nie czyni nas bardziej wolnymi, ale bardziej sparaliżowanymi, nie czyni nas szczęśliwszymi lecz bardziej niezadowolonymi.
Przy tak dużej ilości opcji wyboru, które otaczają ludzi ze wszystkich stron, trudno jest dokonać wyboru jakiegokolwiek.
Bardzo łatwo może nas dopaść uczucie niezadowolenia z dokonanego wyboru, gdy weźmiemy pod uwagę możliwości jakie dawały nam inne opcje. 
Autor opisuje badanie z wykorzystaniem słoików z dżemem. Badani mieli możliwość skosztowania dżemów z dwóch półek. Na jednej znajdowały się 24 słoiki z różnymi smakami, a na drugiej było tylko 6.
Okazało się, 3o % badanych dokonało zakupu dżemu z półki na której było tylko 6 słoików. Natomiast z półki na której było 24 różnych smaków dżemu, zakupu dokonało 3 % badanych.
W obecnych czasach, kiedy mamy do czynienia z tak dużym zróżnicowaniem asortymentu i usług, ludzie mają coraz wyższe oczekiwania. Chcieliby nabyć idealny produkt lub usługę, a kiedy dokonają wyboru doznają uczucia rozczarowania, co wpędza ich w frustrację.
Wniosek jest taki, że należy znaleźć optymalny poziom, wybór jako taki musi być, ale nie możemy być przytłoczeni różnorodnością opcji bo stajemy się nieszczęśliwi.

Źródło:

Komercjalizacja świąt


Pierwsze dekoracje w sklepach - czy to z zajączkami i święconką w tle, czy to z choinkami ubranymi w bombki - pojawiają się na dobrych kilka tygodni wcześniej. Wszystko to sprawia, że święta tracą na znaczeniu, a w obliczu przedłużanej w nieskończoność "atmosfery świątecznej" te parę dni spędzonych z rodziną wydaje się namiastką świąt, które dawniej bywały. Kiedyś święta scalały rodzinę, dawały jej ukojenie i oddech od codzienności, gospodyni z gronem młodszych domowników uwijała się przy garnkach, a po domach roznosiła się woń pieczonych mazurków, bab i innych świątecznych wspaniałości. To zjawisko zauważyli wszyscy znawcy tematu, nauczyciele, socjologowie kultury i psychologowie.
Jedno z pytań niedawno przeprowadzonej ankiety internetowej brzmiało: "Co najbardziej cenisz w świętach obchodzonych w tradycji chrześcijańskiej?" Prawie co czwarty internauta - na ponad 1,7 tys. wszystkich - odpowiedział, że "nie lubi świąt" i niczego dobrego nie spodziewa się i po Wielkanocy, poza "nudą przy stole" i "piekleniem się starszej, co zrobić, żeby urządzić święta z niczego". Prawie wszyscy ankietowani (91 proc.) zwrócili uwagę na zjawisko widoczne gołym okiem na ulicach, w sklepach, domach handlowych, a mianowicie, komercjalizację świąt.

"Gdy tylko widzę na ulicy pierwsze świąteczne dekoracje, chce mi się wyć - wyznaje dwudziestoletnia Anna, studentka polonistyki na UW.
- Święta są dla mnie jakimś zbiorowym szaleństwem. Przed finałową kolacją w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia czy śniadaniem po rezurekcji mam wszystkiego dosyć, najchętniej zostawiłabym całe to towarzystwo przy stole i poszła na randkę z narzeczonym - napisała Ewa, studenta pierwszego roku warszawskiej ASP."


Zdaniem socjolog z Uniwersytetu Śląskiego Weroniki Ślęzak-Tazbir, komercjalizacja świąt - światła, wystrój, granie kolęd czy piosenek świątecznych - ma jednak swoje dobre strony. - Dzięki niej w centrach handlowych i miejscach publicznych budowana jest specyficzna atmosfera, która powoduje, że jesteśmy bardziej odświętnie nastawieni i lepsi dla siebie nawzajem, przynajmniej w tym okresie. Widać to nawet w handlu - kupowanie odbywa się w zdecydowanie milszej atmosferze - ocenia. Badania przeprowadzone w przeszłości wykazały, że w takiej przedświątecznej atmosferze ludzie są bardziej skłonni do udzielania pomocy podczas różnych charytatywnych akcji. - Nie ulega też wątpliwości, że dzięki komercjalizacji świąt rozwija się gospodarka - ludzie mają pracę i zarabiają na tym wszyscy, zarówno przedsiębiorcy prywatni, jak i państwo - twierdzi Ślęzak-Tazbir.
To co kiedyś robiło się z naturalnej potrzeby serca dla spotkania z bliskimi przy wspólnym stole i na przygotowanie czego było dużo spokojnego czasu, dziś nas zniewala. Musimy w szybkim tempie skonsumować obowiązkowy rytuał.

Jeden z internautów pisze, że go już to  nie dotyczy. Zrywa ze świąteczną tradycją i od teraz będzie dawał prezenty komu i kiedy będzie chciał, z rodziną i przyjaciółmi spotykał się wtedy, kiedy wszyscy będą mieli na to czas i ochotę. A specjalne święta urządzi sobie w czerwcu, bo bardzo lubi ten miesiąc.

Może to całkiem dobry pomysł?
Życzę zatem wszystkim świątecznej wolności, odpoczynku i prawdziwej radości z przeżywania tego czasu z bliskimi : )

Źródła:

Frenemies, czyli przyjaciółki z piekła rodem

Przyjaciółki, powierzamy im nasze tajemnice, o których nie wiedzą czasem nawet nasze matki czy partnerzy. Zerwanie relacji z taką osobą uważa się za równie stresujące jak rozwód.
Z przyjaciółkami dzielimy wiele aspektów naszego życia. Kobiety uwielbiają przedstawiać sobie swoich znajomych, chodzić razem na zakupy, na zajęcia jogi, przyłączać się do tego samego klubu książki lub odwiedzać te same restauracje. Jeśli mają dzieci, najczęściej wspólnie organizują im czas. Dlatego dla wielu kobiet koniec przyjaźni jest czasem bardzo ciężkim przeżyciem. 
Według Rachel Johnson, przyjaciółkom niełatwo jest zerwać relację, ponieważ ich więź przypomina zakochanie. Zdaniem Johnson, kobiety wybierając przyjaciółkę, początkowo kierują się tym samym co w przypadku kochanka, tj. wzajemną atrakcyjnością, ekscytacją, chemią, a dopiero potem zastanawiają się, czy kandydatka na przyjaciółkę jest niezawodna, miła i potrafi odwzajemnić ich uczucia oraz zaangażowanie.
Wczesna faza przyjaźni przypomina początek romansu - kobiety czują , że są dla siebie stworzone, nie mają dość swojego towarzystwa, ciągle rozmawiają przez telefon itp. Gdy relacja przyjaciółek ma solidne fundamenty, bez problemu przezwyciężają kryzysy. Ale niestety bywa, że w związku zaczyna pojawiać się silna zazdrość np. o udane życie rodzinne, atrakcyjny wygląd, karierę zawodową lub żal nie do przezwyciężenia. I przyjaźń zaczyna tracić swój pierwotny blask...
Niezależnie od postępu, jaki kobiety poczyniły na rynku pracy, presja, by łączyć sukcesy zawodowe z posiadaniem rodziny idealnej, doskonale prowadzić dom, a przy okazji wyglądać jak supermodelka, jest większa niż kiedykolwiek. Nic więc dziwnego, że przy tak podniesionych standardach niektóre kobiety wykorzystują każdą okazję, aby podkopać pozycję potencjalnych rywalek.
Psychologowie ewolucyjni twierdzą, że kobiety muszą stać się dla siebie najgorszymi wrogami, jeśli chcą przetrwać i przyciągnąć najlepszego partnera.
Zdaniem socjolog Beaty Banasiak-Parzych, kobiety świadomie lub nie, wchodzą w rolę wroga innych kobiet, ponieważ są zazdrosne, niepewne siebie lub brakuje im poczucia bezpieczeństwa. Wskazuje, że w miejscu pracy inteligentne, wykształcone i odnoszące sukcesy kobiety zachowują się tak, jakby kierował nimi "instynkt kobiet jaskiniowych". Plotkują i knują przeciwko koleżankom z pracy, by zapewnić sobie protekcję "silniejszego" mężczyzny (zwykle szefa), a ostatecznie i tak przegrywają z atrakcyjniejszą i sprytniejszą koleżanką. 
Według australijskiej publicystki Amandy Jane Platell w ostatnich latach stało się coś zaskakującego - im większe sukcesy kobiety zaczęły odnosić, tym bardziej stały się wobec siebie podejrzliwe, zazdrosne i nieuprzejme. Narodził się nowy typ relacji damsko-damskich: frenemies.
Frenemies, z języka angielskiego "frenemy" połączenie wyrazów friend i enemy. Nazywa się tak osobę, z którą przyjaźnimy się pomimo jawnej niechęci lub rywalizacji.
Czasami wydaje nam się, że przyjaciółka stoi po naszej stronie i nas lubi, ale mamy niejasne przeczucie, że jednak nie jest nam przychylna i w każdej chwili, by ocalić własną skórę, bez mrugnięcia okiem "wepchnie nas pod pociąg"...
Dr Stephanie Sarkis z Florida Atlantic Univertsity sugeruje, że przyjaźnimy się z frenemies być może dlatego, że nie potrafimy sprecyzować naszych potrzeb, albo uważamy, że nie zasługujemy na nic lepszego lub też do ich lubienia czujemy się społecznie zobligowane. Życie jest zbyt krótkie, by tolerować w nim frenemies. Dlatego warto zastanowić sie, komu pozwalamy wejść do swojego życia i z jakiego powodu. Możemy być zaskoczeni tym co odkryjemy...

Źródło:
Banasiak-Parzych B., "Nie-przyjaciółki od serca", Charaktery Nr 12 (179) Grudzień 2011


poniedziałek, 19 grudnia 2011

Grupy społeczne a konformizm

Jak pisał E. Aronson "jedną z konsekwencji faktu, że człowiek jest istotą społeczną, stanowi to, iż żyje on w stanie napięcia między wartościami związanymi z indywidualnością a wartościami związanymi z konformizmem". Dlaczego w ogóle ludzie tworzą grupy? Robimy to z następujących powodów - po pierwsze, każdy z nas ma już od dzieciństwa silną potrzebę przebywania z innymi, przynależności i akceptacji. Nikt nie chce być sam. Będąc w grupie rozwijamy się szybciej, ponieważ otrzymujemy wtedy wsparcie społeczne. Po drugie w grupie występuje efekt synergii, czyli umożliwienie realizacji przedsięwzięć niemożliwych do zrealizowania w pojedynkę. W podstawowym podziale grup możemy wyróżnić: grupę społeczną i grupę niespołeczną. 
Grupa społeczna, to grupa, w której dwie osoby lub więcej osób współdziała ze sobą oraz współzależy od siebie w tym sensie, że w zaspokajaniu potrzeb i osiąganiu celów musi na sobie polegać.
Grupa niespołeczna, to grupa w której dwie osoby lub więcej osób znajduje się w tym samym miejscu, w tym samym czasie, lecz nie współdziała ze sobą.
Inaczej mówiąc, grupa społeczna to dwie lub więcej osób, które komunikują się ze sobą i wzajemnie na siebie wpływają, szczególnie w bezpośrednich kontaktach „twarzą w twarz”, mają poczucie przynależenia nawzajem do siebie (myślą o grupie „My") oraz mają wspólny cel. 
W tym świetle możemy przyjrzeć się bliżej zjawisku konformizmu. Można go zdefiniować jako zmianę zachowania lub opinii danej osoby spowodowaną rzeczywistym lub wyobrażonym naciskiem ze strony jakiejś osoby lub grupy ludzi. Inaczej jest to dostosowanie przez ludzi swoich postaw, przekonań i zachowania do norm społecznych przyjętych w grupie. Zwykle proces dostosowania jest spontaniczny i mimowolny (presja wynikająca z faktu, że członkowie grupy nie ukrywają przed sobą swoich postaw, opinii, norm).
Dlaczego w ogóle bywamy konformistyczni?
Powodów jest wiele. Najczęściej chcemy być po prostu lubiani przez innych – spełnianie oczekiwań innych jest dla nas drogą do uzyskania ich akceptacji. Pragniemy mieć trafny ogląd świata – opinie innych w wielu sprawach traktujemy jako kryterium prawdziwości i poprawności.

W celu przybliżenia tego tematu zapraszam do obejrzenia 2-minutowego filmu przedstawiającego to zjawisko:
http://www.youtube.com/watch?v=43VBN6cvVeI

Źródło:
Aronson E., Człowiek istota społeczna, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2011